medytacja dynamiczna

Tańczymy na bosaka, całość trwa ok. godzinę. Opiera się na ruchu , tańcu – do określonej muzyki. Oczyszcza ciało i umysł, wyrzucamy w niej wszystkie nagromadzone emocje, czyli usuwany blokady. Efektem jest spokój, pozbycie się stresu i poczucie siebie. Próbowaliście może już kiedyś tej medytacji , co o niej sądzicie?

Raz robiłem, da się wyszaleć.
Osho stworzył tak naprawdę 4 medytacje dynamiczne, ale ta którą opisałaś/eś jest tą główną.
Mi bardziej przypasowała medytacja Mandali która też trwa godzinę, niestety trzeba ją wykonywać bardzo wcześnie rano i mi się nie chce. Nocny marek ze mnie

Osho jak Osho, ale ogólnie sam taniec bardzo oczyszcza o ile jest spontaniczny i dynamiczny 🙂

książek Osho mam całkiem dużo w domu,a jeszcze więcej pożyczyłem ;d
Osho także mówi o tańcu, na przykład bardzo chwali tańce sufickie.

Ja sobie chwalę salse 😀

Czy lubicie medytować i jak medytujecie?
Ja medytuję codziennie od 3 lat i uważam, że dużo mi to dało. Na początku nie mogłam spokojnie wysiedzieć, bo wszystko wokół mnie rozpraszało. Stopniowo, głównie dzięki technikom oddychania, nauczyłam się relaksować, wyciszać. A czas wchodzenia w stan medytacji stał się z upływem czasu coraz krótszy.
Wypracowałam sobie własne sposoby medytacji, które najbardziej mi odpowiadają. Jeśli potrzebuję połączenia ze źródełem, kosmosem to robię wdech przez czakrę korony wizualizując białe światło, potem przepływ do czakry serca, a z niej prowadzę wydech. Czasami puszczam intencję, żeby energia dotarła tam gdzie potrzebuje, albo do osoby, która jej potrzebuje. Jeśli czuję, że mam problemy z połączeniem z Ziemią, czyli byciem „tu i teraz” stosuję inną technikę. Uziemiam się wypuszczając nici z czakry podstawy w dół, jak najdalej, najlepiej do ziemi. Potem wizualizuję zielone promienie, które pobieram w dolne czakry. Z górnych czakr pobieram białe światło. Potem je mieszam ze sobą, starając się żeby mnie wypełniły.
Myślę, że dzięki medytacji mam większą świadomość. Otoczenie zauważyło, że przestałam się denerwować. Potrafię określić co jest dla mnie ważne, a co nie. Ogólnie to myślę pozytywnie, nie stresuję się i zwiększyła się znacznie moja uważność, czyli dostrzegam wiele rzeczy, na które kiedyś nie zwróciłabym pewnie uwagi.

Ja medytuję głównie z myślą o wyzdrowieniu – wyobrażam sobie jak moja choroba powoli znika , ucieka ze mnie i zaczynam czuć się lepiej.

jagalis: a coś Ci dolega, czy tylko medytujesz jak jesteś chory??

Ja medytuje relaks – świetnie mnie do odpręża 🙂
Do tego używam muzyki GErelaxis – szybko wprowadza w stan relaksu 🙂

Od kilku miesięcy medytuję regularnie, w ciągu ostatnich paru lat było to bardziej sporadyczne. Tydzien medytowałem, tydzien nie i tak jakoś różnie bywało.
Teraz aktualnie medytuję medytację schronienia i medytację trzech świateł Buddyzmu Diamentowej Drogi.

medytacja podczas choroby to nie wiem – jak mam jakieś przeziębienie czy coś to bardzo ograniczam takie zajęcia, ponieważ medytacja to mimo wszystko pewien wysiłek i energia która jest bardzo potrzebna ciału idzie na cele ~rozwoju

Właśnie też wiele razy słyszałam, że medytacja podczas choroby jest niewskazana. Ale jakoś nigdy nie zgłębiałam tego tematu, może dlatego że nie chorowałam.

Chociaż kilka razy bolała mnie głowa, czy brzuch i wtedy medytowałam z kryształami. Konkretnie mając na celu pozbycie się tego bólu. I jak ból nie był zbyt wielki to ustępował, przy większych niestety nic nie zdziałałam. Ale tak sobie myślę, że skoro energia podąża zgodnie z nasza wolą, to możemy ją sami skierować na rozwój duchowy, albo na ciało..- tak mi się wydaje 😀

Vipassana

Witam!

Przeczytałem właśnie książkę „Medytacja Vipassana w prostych słowach” autorstwa Henepola Gunaratany. Niestety mimo tych „prostych słów” wiele rzeczy jest dla mnie niezrozumiałych i mam kilka pytań. Jest tutaj na forum ktoś kto praktykuje ten rodzaj medytacji już jakiś czas i ma wiedzę na jej temat? Jeśli tak to proszę o kontakt na priv.

Pozdrawiam!

yłem na kursie vipassany w listopadzie 2010 w Krutyni. Bliska mi osoba była wcześniej na podobnych kursach 4 razy. Chciałem poznać temat, „technikę”…

Zostałem usunięty z kursu po 6 dniu. Bardzo żałuję, że pojechałem. Gorąco polecam wszystkim – trzymajcie się jak najdalej od vipassany, medytacji, buddyzmu itp. Osobiście nie wiem czy istnieje „technika”. Organizację, która w Polsce organizuje kursy uważam za sektę, której zależy tylko na kasie z danin od „starszych uczniów”.

Szukam ludzi, którzy byli na takich kursach i nie ulegli „urokowi” nauczycieli. Chcę, byśmy razem przestrzegli osoby stykające się po raz pierwszy ze Stowarzyszeniem. To czego uczą to nie „uniwersalna technika”. Wywołują syndrom sztokholmski i są w tym bardzo dobrzy. Nie wahają się przed zrobieniem krzywdy ludziom, którzy przyjechali na kurs, którzy im zaufali, którzy szukają czegoś w życiu.

Zainteresowanym opiszę jak potraktowano mnie i innych niewystarczająco pokornych, zadających pytania, myślących inaczej niż przewidywał wzorzec. Zaznaczam, że nie pojechałem tam kwestionować czegokolwiek. Chciałem się uczyć. Sami w broszurach piszą, żeby pytać o wyjaśnienia jak się ma wątpliwości. Myślę, że jest to potrzebne do wczesnego eliminowania z kursu ludzi kłopotliwych.

Nie wiem na jakim kursie vipassany byłeś, ale z tego co wiem są one zazwyczaj bardzo restrykcyjne, często np. kontakt fizyczny z innymi jest zabroniony, czy nawet jakiekolwiek rozmowy. To w tym celu by się nie rozpraszać. Co do ew. poglądów jakie tam serwowano – można zadać pytanie, czy buddysta albo hinduista przedstawiający właśnie założenia buddyzmu/hinduizmu to sekciarz, czy nie? W chrześcijańskich zakonach też panują różne restrykcje, a przystępując do tego typu kursu, jest się traktowanym można powiedzieć na równi z „mnichem”, jako członkiem zakonu, tylko w ramach innej ideologii. To jest formuła która może pasować lub nie, ale nie potrzeba tego nazywać od razu sektą itd. bo tak samo by trzeba się odnieść do chrześcijańskich odpowiedników.

Witam !

„Bardzo żałuję, że pojechałem. Gorąco polecam wszystkim – trzymajcie się jak najdalej od vipassany, medytacji, buddyzmu itp”

– Wyrobiles sobie juz zdanie na temat technik vipassany, medytacji, buddyzmu itd … po pierwszym podejsciu. Jestes do tego negatywnie nastawiony, czy raczej do ludzi którzy Ciebie „wykorzystali” ? Juz chcesz zakladac kółko ludzi cierpiących przez sekciarzy … Moge dac wskazowke ktora mi pomogla w takich sytuacjach ? Nie ufaj nikomu ! Nie wierz w nic co Tobie mowia, poki sam tego nie sprawdzisz ! Nie naklejaj metki, nie szufladkuj (to rola Twojego umysłu) na rzeczy z ktorymi nie miales jeszcze doswiadczenia. Sprawdzaj sam, sam wyciagaj wnioski ! Rady mistrzow badaj ! Mistrzowie nie powinni byc dla Ciebie autorytetem ! Powinni byc raczej dobrym znajomym co na podobnym jedzie wózku 😉

Ja osobiscie zaczalem od vipassany. Teraz ciezko mi nazwac technike ktora uzywam. Ciezka mi ja zaszufladkowac bo nie mam niestety wchłonietej wiedzy na temat wszystkich szkol itd … Ale co moge powiedziec to to, ze vipassana jest bardzo dobra dla wszystkich ! Dla tych z długim stazem i dla tych ktorzy dopiero biora pierwszy swiadomy wdech 😉

Hmmm.. Widzę, że wątek nie jest nowy, ale może kogoś jeszcze interesować. Już od najbliższej środy rozpoczynam udział w 10-dniowym kursie vipassany w Krutyni. Po powrocie 24.03. opiszę moje doświadczenia z tą techniką.

Byłem, wróciłem, doświadczyłem.

Vipassana jest buddyjską techniką medytacyjną wywodzącą się z tradycji therawady, tj. tzw. buddyzmu południowego. Kursy w Krutyni organizowane są przez Polską Fundację Medytacji Vipassana i nauczane w tradycji birmańskiego nauczyciela Sayagyi U Ba Khina, kontynuowanej przez S.N.Goenkę (S. N. Goenka – Wikipedia, the free encyclopedia).

Medytacja vipassana w skrócie polega na utrzymywaniu świadomości na naturalnych doznaniach w ciele. Zaczyna się od nauki techniki Anapana czyli koncentracji na oddechu. Nauka Anapany trwa 4 dni, kolejne 6 to właściwa Vipassana.

Program kursu jest faktycznie dość wymagający – pobudka o 4:00, ponad 10 godzin praktyki medytacyjnej dziennie i szereg restrykcyjnych zasad, m.in. tzw. Szlachetne Milczenie. Jednak zasady te znane są wszystkim uczestnikom jeszcze przed zgłoszeniem na kurs i – jak się z czasem okazuje – znacznie ułatwiają skupienie na istocie rzeczy. Metoda nauki polega na niemal nieustannej praktyce i zakonnej dyscyplinie, aby w ciągu tych 10 krótkich dni móc skorzystać jak najwięcej. Na początku najtrudniejsze było tzw. siedzenie z silną determinacją, ale z czasem i ono przychodziło z coraz większą łatwością.

Moje wrażenia są megapozytywne, czuję się po tym kursie jak nowonarodzony. Nie brakowało mi snu – przeciwnie, w trakcie kursu poczułem taki przypływ energii, że przez ostatnie dni nie byłem w stanie wcześnie zasnąć. Odstawiłem też pastylki nikotynowe, które zabrałem ze sobą wiedząc o całkowitym zakazie palenia tytoniu. Dwa wegetariańskie posiłki dziennie, z czego drugi już o godzinie 11:00 – to wystarczało bez problemu. Jedzenie było smaczne i różnorodne. Codziennie ciekawe, mądre wieczorne wykłady i jasne instrukcje dotyczące praktyki. Był też czas na pytania i każdego dnia można było się umówić na indywidualną rozmowę z nauczycielem.

Gorąco, gorąco polecam.

Większej bzdury nie słyszałam.

Tak to jest jak ktoś niegotowy mentalnie i emocjonalnie o żadnej wiedzy na temat pracy z energią na głębokim poziomie, a dodatkowo niedojrzały wybiera się na kurs rozwoju duchowego…

Trudno się nie uśmiechnąć, czytając takie brednie. Syndrom sztokholmski… – polecam najpierw mocno zgłębić wiedzę elementarną na poziomie energii i poczekać dobrych kilka lat na mądrość, która jest warunkiem koniecznym do zrozumienia…

Byłam kilka miesięcy temu na kursie Vipassany i zgadzam się, że to nie jest magiczny cudowny uzdrawiający urlop 😛 Wyobrażam sobie, ze osoba, która – być może ma dość sztywne granice mentalne lub/i niechęć, bądź trudność z uznaniem autorytetu nauczyciela (na czas kursu) oraz pokornym podporządkowaniem się niczym biedny mnich – może czuć opętana jak w sekcie. Ja też miałam wiele pytań i wątpliwości, odpowiedzi nauczycieli faktycznie są mgliste, mogą wydawać się zbyt banalne, ale kiedy się zaufa i da szansę (przede wszystkim sobie) to mają sens, nawet wielki sens i potrafią być kojące.
Ja na pierwszej medytacji to myślałam, ze pęknę ze śmiechu i załamania zarazem – medytacja zaczęła się od śpiewu S.N Goenki, który byl dla mnie śmieszny i przytłaczający jednocześnie – nie spodziewałam się żadnych śpiewów, wewnętrznie lekko panikowałam, że to chyba jednak sekta 😛 Ale teraz tak nie sądzę… Dałam sobie szanse by spróbować tego na tyle, na ile potrafię i na ile dam radę. Myślałam, że będzie lajtowo, a było ciężko. Lubię medytować, ale tam mnie wszystko wkurzało. Działałam wedle instrukcji, ale nie raz byłam już znudzona. Wyprzedzałam polecenia nauczyciela, mimo że nie znałam w ogóle tej techniki. Ale stosowałam się do instrukcji na ile mogłam. Miałam dziwne sny, słabo spałam, wciąż chodziłam niewyspana i kiwałam się na medytacjach :P, ale się nie poddawałam, miałam z jednej strony dość tej nudnej techniki, ale z drugiej uparcie chciałam dać jej szansę… Na powierzchnie mojego umysłu codziennie wypływało coś nowego, wróciły stłumione konflikty, byłam przygnębiona, ale czasem miałam też fale radości-miłości-jedności. Wszystko co działo się dookoła przypominało mi o rzeczach mentalnie dla mnie bolesnych, nie wiem czemu, tak się jakoś dziwnie złożyło… Podobno tak może wyglądać ten proces oczyszczania. Bałam się, że zmarnowałam 10 dni życia jadąc tam, a przed wyjazdem to było moje największe na tamten moment marzenie, by pojechać na odosobnienie… No, dziwnie się zapętliło wszystko. Codziennie liczyłam czas do końca, a gdy przyszedł koniec i ostatnia medytacja, to byłam jedną z 3 ostatnich osób, które wyszły z sali, nie mogłam powstrzymać płaczu, nie chciałam wyjść i nie chciałam znów zacząć mówić – zakłócać tej ciszy i niszczyć wyżyn własnej koncentracji. A później z tymi dwiema pozostałymi dziewczynami przegadałam cała noc i to było jak uderzenie gromu z nieba, przedziwne zbiegi okoliczności. Wiele mi to wyjaśniło, podsumowało wszystko. Różne wizje i wspomnienia których doświadczałam wcześniej sprawiły między innymi, że w końcu z determinacją przeszłam na wegetarianizm i nie było to już żadnym wysiłkiem (a przed vipassaną próbowalam kilka razy). W jakiś magiczny sposób ludzie do których miałam żal za pewne czyny sami się do mnie zaczęli odzywać i przepraszać… Pewnie relacje dziwnie się wyklarowały, a ja nie zrobiłam nic…Zupełnie nic… Tylko byłam na Vipassanie…
Polecam świadomy udział by poznać i uwolnić demony umysłu 🙂

Zazwyczaj mnie bardzo ciekawią takie posty ponieważ jest jakaś informacja ale nie ma żadnych konkretów. Nawet nie wiadomo, dlaczego autorka postu została wyrzucona.. A szkoda, bo to pewnie zmieniłoby obraz całej sytuacji. Podepnę się pod ten temat, ponieważ ja np. korzystałam z takiego kursu i nie mogę powiedzieć niczego złego. Oczywiście pewnych zasad trzeba przestrzegać, jak ktoś już wyżej wspomniał, ale w końcu na coś się decydujemy i czegoś oczekujemy więc ja np. nie widzę tutaj zdziwienia. Warto jednak poświęcić czas na znalezienie dobrego, polecanego miejsca i właśnie tam spróbować.

Witam,

sama medytacja polega na b(a)rdzo prostym mechanizmie, PO PROSTU SIĘ NA CZYMŚ SKUP / SKONCENTRUJ! Koniec, kropka, tylko tyle, wszelkiego rodzaju dodawania wizualizacji, afirmacji czy nagrań lub muzyki to drugoplanowe dodatki które wypełniają 99,9% czasu kursu, bo na kursie medytacji płacenie (powiedzmy) 150 zł za 15 sekund wyjaśnień brzmi podejrzanie. Dlatego wymyślają medytacje bliźniaczego płomienia, medytację „skakania jak pajacyk” czy medytację poszukiwania zaginionego Chińskiego mistrza medytacji Ching Chang Chong (czytane cing ciang ciong), zamiast dobierać potrzeby do medytacji powinno się samodzielnie tworzyć medytację według własnych indywidualnych potrzeb, no chyba że ktoś chce powiesić na ścianie certyfikat ukończenia jakiegoś kursu medytacji (aka: certyfikat próżniactwa)

medytacja jak zacząć

Medytacja- jak zacząć?

Witam ! 😉
Zacznę od tego, że jestem kompletnym laikiem w sprawach medytacji i tym podobnych 😉
Chciałabym zacząć medytować. I tu rodzi się kilka pytań, mianowicie :

1. Jak zacząć ? Wystarczy przeczytać jakąś książkę ? Jak się do tego przygotować?
2. Co mogę osiągnąć przez medytacje ?
3. Czy medytacja jest bezpieczna?

1.poczytaj nawet w necie, poszukaj technik, przygotowac?
2.zbierasz se energie dajmy na to…
3.no chyba tak.

Ja też jestem kompletnie zielona, nie mogę znaleźć jasnego, krótkiego poradnika jak zacząć na czym się skupiać w trakcie medytacji mógłby ktoś napisać w tym temacie jasne wskazówki jakieś porady?

Medytacja to rozległy temat, bo w zasadzie każda religia (nawet te azjatyckie, z którymi nam się ona kojarzy, chociaż wytowrzyły się też „nowoczesne” medytacje, nie związane bezpośrednio z jakąkolwiek religią, wykorzystywane np. w psychoterapii) trochę inaczej ją postrzega, po za są różne metody jej przeprowadzania – na przykład w buddyzmie tybetańskim jest dużo wizualizacji, a w buddyzmie zen skupia się sporo uwagi na oddechu… Najlepiej zacząć chyba od czegoś ogólnego, nawet od Wikipedii i zobaczyć, co właściwie chcemy osiągnąć: Medytacja ? Wikipedia, wolna encyklopedia

Co mogę osiągnąć przez medytacje ?
Dzięki medytacji można wiele osiągnąć jest to pierwszy krok w stronę poznania magii,sensu życia,przestania strachu przed śmiercią,dzięki medytacji człowiek nabiera mądrości,wiary w siebie i spokoju dodatkowo bez podstaw medytacji nie ma sensu zabierać się za bardziej zaawansowane sprawy typu LD czy OOBE.

1. to jest bardzo proste, ale ponieważ zdarza się wiele zjawisk które rozpraszają, dobrze o tym poczytać z zaufanych źródeł.
2. jest tak wiele rodzajów medytacji, że ciężko powiedzieć. jednak wg. mnie niezbyt dobrze patrzeć na medytację z punktu widzenia
osiągania czegokolwiek. jest to pragnienie, czyli zaciemnienie umysłu.
3. patrz pkt 1 – jeśli masz dobre źródła oraz dobre wsparcie, to jest to bezpieczne.

W jakim stopniu można zmniejszyć napięcie, które towarzysz mi już od dłuższego czasu. Są na to jakieś konkretne ćwiczenia? Przepraszam, za tak proste pytanie, ale kompletnie się na tym nie znam.

Powiem tak, jeżeli chcesz medytować to nic prostszego.

Usiądź/połóż się w wygodnej pozycji. Oddychaj równomiernie i głęboko, mniej zamknięte oczy.

I tu się otwiera sposób medytacji – czyli to, o czym podczas niej myślisz.

Kilka przykładów:

Wizualizacja – często używana w magii, by ćwiczyć „widzenie” umysłem, a nie oczami.
Autohipnoza – podawanie sobie sugestii (rodzaj terapii przydatnej do zwalczania nałogów).
Mantrowanie – powtarzanie słów „wibrujących” w obcych językach (np. Celtycki lub Hinduski).
Technik NLP, np. zwalczanie lenistwa metodą NLP.
Brak myśli – czyli oderwanie się od natłoku myśli; myślenie o niczym, pustce.

Ale to tylko kilka opcji.

Pamiętaj, że medytacją może być równiedobrze modlitwa.

jakim stopniu można zmniejszyć napięcie, które towarzysz mi już od dłuższego czasu. Są na to jakieś konkretne ćwiczenia? Przepraszam, za tak proste pytanie, ale kompletnie się na tym nie znam.
znajdź sobie właściwy czas i właściwe miejsce.
usiądź z prostym kręgosłupem, oczy pół zamknięte. myślom pozwól płynąć.

wykonaj 9 oczyszczających oddechów
Forum Ezoteryczne ForumEzo.pl • Zobacz temat – Techniki oddechowe

posiedź chwilę. tyle. na początek zupełnie starczy.

gdyby jednak ciągle były „deszcze niespokojne”, trzeba więcej popracować nad sobą, na głębszym poziomie.

Ja podepnę sie do tematu. Swego czsu probowałam z medytacja ale nie wychodziło mi to za bardzo, gdyż czesto „przychodza” do mnie byty i gdy wyczuwałm ich obecnosc otwierałam oczy(a podczas prób medytacji przychodziło ich wiecej). A jak byty nieprzychodziły to po chwili ogarniało mnie dziwne, strasznie niemiłe uczucie, ktore miało w sobie strach. Nigdy wczesniej nie odczuwałam tak silnego i niemiłego uczucia… Kiedys poprosiłam mojego brata by medytował razem ze mna gdyż juz w „tym siedział” ale to i tak niepomogło… Wiele razy probowałam, bezskutecznie… Wciaż działo sie to samo. Mam nadzieje ze ktos mi cos madrego doradzi, gdyz znow chciała bym sprobowac ale obawiam sie ze znow bedzie to samo…

Za wszystkie rady i informacje z gory dziekuje;) Kazda informacja bedzie dla mnie wazna.

LaminA ,wielu medytujących lekceważy fakt ,tak ważny w medytacji Zen (Zazen -siedzenie) Zen po Japońsku, po Chińsku Czan ,po Indyjsku Dhiana ,a po polsku Medytacja ,-Medytując na poważnie ,doznajemy coś takiego jak „Makio” ,lub w innym rodzaju Medytacji ,można by to przetłumaczyć jako „Odstresowanie” ,jest to zjawisko występujące podczas Medytacji ,a wygląda to tak ,że wszystkie stresy z podświadomości i z głębszych warstw psychiki ,wydobywają się na powierzchnię świadomości ,dlatego gdy doświadczamy tego typu nieprzyjemne doznania ,powinniśmy kontynuować sesję Medytacji ,aż tego typu doznania ustaną/znikną ,a jeśli zaczniemy Medytować i nie będziemy kontynuować ,wszelkie nieprzyjemne doznania ,przeniosą się nawet na życie codzienne ,czyniąc z naszego życia przysłowiowe „piekło” ,staniemy się nerwowi ,niespokojni ,będziemy podatni na różnego rodzaju byty ,a my będziemy szukać winnych .

A prawda jest taka ,że nikt nie jest winny i nigdy nie był ludzkiego postępowania ,wszystko co istotne,ważne Nosimy W Sobie Samych (W głębiach psychiki) ) . Więc jeśli zamierzamy zacząć medytować -kontynuujmy lub skonsultujmy to z kimś doświadczonym ,ponieważ to co wypływa z głębin psychiki ,może być bardzo nieprzyjemne .

Napiszę , co odpowiedział Szwajcarski Psychiatra i badacz Mistytycyzmu Wschodu – Carl Gustaw Jung pewnemu człowiekowi :
-Czym jest Schizofrenia panie Jung ,na którą cierpi mój syn ?
-Schizofrenia : jest to skok Świadomości W Nieświadome obszary Umysłu ,gdzie wszystkie stłumienia po pewnym czasie , nagromadzone od wczesnych lat młodzięcych w Psychce (Podświadomości) ,wydobywają się /wypływają / (jak wulkan) na powierzchnię Świadomości ,i zniekrztałcają odbiór rzeczywistości ,co owocuje tym ,że taki człowiek nie potrafi w konsekwencji odróżnić prawdy od fikcji .

Ja też miałem problemy na samym początku , nie mogłem wytrzymać 10 min 😉 i też mi sie oczy otwierały co chwila , a teraz jest wszystko ok , medytuje co dzień 2x dziennie i jest super 🙂 Musisz poprostu dalej medytować , samo minie w żadnym wypadku nie przestawaj medytować w takim momencie

Witam
Wyczytałam w książce David Pond ”Czakry dla początkujących”
Wskazówki odnośnie rozbudzenia Pierwszej Czakry
Jest w życiu wiele sytuacji,kiedy strach zawiaduje naszym zachowaniem.Jeśli czujesz się nieco wytrącony z równowagi,sprawdź swoje pole energetyczne i przekonaj się,jakie lęki czy niepokoje dominują w twojej świadomości.Są to właśnie wskazówki dotyczące potrzeby zbalansowania Pierwszej Czakry.
Albo jeśli po prostu czujesz potrzebę większego bezpieczeństwa,namiętności,siły lub odzyskania energii,ponownie skoncentruj się na tej czakrze.Spróbuj przyjąć pozycję drzewa,by w ten sposób połączyć się z naturalnymi siłami ziemi i odnaleźć równowagę.Aby aktywować moc tej instynktownej zwierzęcej natury,wyjdź na spotkanie przyrodzie i poczuj się częścią owej konstrukcji życiowej.Wiedz,że twoje korzenie czerpią z tej samej witalnej siły życia co wielkie drzewa.Wizualizuj kolor czerwony i poczuj jego moc i witalność przepływające przez ciebie.Możesz nosić czerwoną bluzkę lub szalik,by wspomóc tym swoje wysiłki.Wybierz się na przechadzkę z zamiarem skupienia się na tym,na ile sposobów możesz nadawać na tych samych falach co czerwień.Noś przy sobie kawałek rubinu,granatu lub obsydianu jako talizman,który pomoże ci zharmonizować się ze zbalansowaną siłą i namiętnością.
Strach pełni funkcję alarmu,a nie jest stanem świadomości.Dzięki wiedzy o tym,jak aktywować i równoważyć Pierwszą Czakrę,możesz uwolnić się od mentalności opartej na strachu.Wiesz już,że twoje zwierzęce instynkty działają na wysokich obrotach i że możesz zobrazować je jako stan alarmowy działający w tle.Jeśli staniesz w obliczu realnego zagrożenia(może to być samochód,który mógłby potrącić cię na pasach),ufaj,że twoje instynkty podniosą odpowiedni alarm i zawrócą cię z niewłaściwej drogi.Uwolni to twoją świadomości i pozwoli na skoncentrowanie się na znacznie bardziej radosnych dążeniach-a to stanowić będzie podstawę Drugiej Czakry.
Rozbudzenie kolejnych Czakr napiszę później.POZDRAWIAM WSZYSTKICH!

Wskazówki odnośnie rozbudzenia Drugiej Czakry
Gdy następnym razem poczujesz się otępiały i nijaki,a życie będzie wydawało się wyprane z barw i blasków,spróbuj całkowicie pogrążyć się w doznaniu przyjemności.Możesz na przykład wziąć ciepłą kąpiel z bąbelkami,zapalić świece i słuchać przy tym ulubionej muzyki.Skoncentruj się na rozkoszy zmysłów.Poczuj jak ciepła woda pieści każdą komórkę skóry.Odsuń od siebie wszelkie myśli i zatop się w muzyce.Spod przymkniętych powiek spoglądaj na światło świec i obserwuj taniec cieni pełzających po ścianach.Przestań się obawiać i zamartwiać o to co”powinieneś”zrobić.Poddaj się w pełni przyjemności chwili.Podążaj do miejsca wewnątrz ciebie,w którym skupia się ta przyjemność i poczuj,jakie to satysfakcjonujące.
Kiedy magnetyzm w twoim związku wyraźnie osłabnie,postaraj się go ożywić szczyptą romantyzmu.W końcu romans nie ogranicza się jedynie do sypialni.Przypomnij sobie,jak było,gdy wasz związek dopiero zaczynał się rozwijać.Przypomnij sobie,ile wysiłku wkładałeś w to,by wywołać uśmiech na twarzy ukochanej osoby.Postaraj się reaktywować wasze dawne romantyczne spotkania;nie tylko myśli o nich,ale aktywnie wcielaj w życie.Zaaranżuj wieczorne randki,które staną się waszym cotygodniowym zwyczajem,nie zmiennym bez względu na to,co by się działo w ciągu tygodnia.Wspólnie spędzony romantycznie weekend,powtarzany raz w miesiącu,także jest świetnym pomysłem na to,by oderwać się nieco od codzienności i skupić się tylko na samych sobie.
Za każdym razem,kiedy poczujesz się pozbawiony magnetyzmu i nieatrakcyjny,przestań skupiać się na fizycznym pięknie,a zacznij od podtrzymywania PIĘKNA WEWNĘTRZNEGO.Rozpoczynaj dzień od medytacji złotego kielicha:
Ujrzyj oczyma wyobraźni twoje serce w postaci złotego kielicha.Teraz wyobraź sobie wszystkich ludzi,których kochasz,i tych,którzy kochają ciebie.Zobacz,jak ciepła energia płynąca z tych obrazów wypełni twój kielich.Ujrzyj,na jak wiele sposobów dostrzegałeś ostatnio piękno:w naturze,śmiechu dziecka,sztuce,w czymkolwiek.Wyobraź sobie,że energia całego tego piękna także napełnia twój kielich po brzegi.Wyobraź sobie wszystkie anielskie i duchowe poziomy życia i pozwól

Nie wiem czy to na początek, ale powtarzam to co napisałem w innym wątku. Jako, że Tu piszą o medytacji, dlatego przekopiowałem swoje „wypociny” na ten wątek
Proponuję zrobić medytację serca. Trochę ćwiczeń oddechowych przepuścić energię z Kosmosu przez koronę (7-ci czakra) do podstawy (1-sza czakra) i do środka Ziemi i do słońca po drugiej stronie Ziemi (wieczorem jak ciemno) i w drugą stronę od środka Ziemi, przez 1,2,3 itd aż do 7-mej czakr i dalej w kosmos (wizualizacja nieba pełnego gwiazd).
Najważniejsze. Trzeba przypomnieć sobie najprzyjemniejszą chwilę swego życia przepojoną miłością. Taką chwilę w której „czas się zatrzymał”. To może być piękne stare drzewo na nasłonecznionej polanie, cudowny taniec z jakimś chłopakiem, spacer z rodzicami, zabawa na śniegu. Postaraj poczuć się tak jak czułaś się w tamtej chwili. Nie bój się łez. Taki sentymentalizm. Poczuj teraz tą samą wibrację (co wtedy czułaś/czułeś) w swoim sercu. Teraz przez oddech, z Kosmosu pobierz energię przepuść przez swoje serce i „zabarw” tą energię tą wibracją tym uczuciem i poślij do środka Ziemi do kryształu w środku Ziemi. Wypełnij tym uczuciem z serca i kolorami tęczy ten kryształ. Później pociągnij energię żeńską z kryształu w środku serca od dołu do góry od 1szej do 7-mej czakry i tak samo zabarwiaj uczuciem miłości i poślij do środka Kosmosu, środka Uniwersum
Odpowiedź przyjdzie…

Acha… zanim skrytykujesz, spróbuj.

Witajcie.
Ja zrobiłam tak:
Usiadłam w siadzie po turecku,rozluźniłam wszystkie mięśnie,zamknęłam oczy.
Wzięłam 3bardzo głębokie oddechy,lecz bardzo wolno wydychałam powietrze.Próbując otworzyć Pierwszą Czakrę,oczyszczałam stopniowo umysł z wszelkich myśli,tęsknot.
Wyobraziłam sobie,że mój umysł jest czysty.Nie potrzebuję niczego i niczego nie potrzebuję.Po krótkim czasie zaczęłam wizualizować białe światło,że wpływa przez głowę i poprzez kręgosłup dostaje się do Pierwszej Czakry,Czakry korzenia.Na początku kuleczka była mal,po pewnym czasie zaczęła rosnąć i nabrała bardzo czerwonego koloru.W miarę swego wzrostu zaczęła bardzo mocno wirować i stała się bardziej wyraźniejsza niż wcześniej.Uznałam,że moja Czakra Korzenia jest już otwarta i ma wystarczającą ilość energii.Zaczęłam powoli wracać do rzeczywistego czasu.Głęboko oddychałam.Uznałam,że to doświadczenie bylo bardzo pomocne mojemu ciału i umysłowi.Ach zapomniałam,Ręce spoczywały luźno na udach,palce skierowane były ku górze. Pozdrawiam cze!

a temat medytacji : medytacja… co to? po co? pamietajcie wszyscy medytujacy medytacja nie konczy sie wraz ze wstaniem z pozycji lotosu idealny umysl to umysl medytujacy ciagle i nieprzerwanie nie jest to proste ale mozna zaczac od zwracania uwagi na emocje w ciagu dnia rozpoznaeac je i ujawniac sobie ich iluzorycznosc .ZYCIE to medytacja …. tylko nie kazdy podchodzi do niej z nalezytym stanem umyslu.moge jedynie stwierdzic na swoim przypadku ze z osoby strachliwej i nerwowej stan medytacyjny uczynil mnie osoba spokojna …znajomi twierdza ze az za bardzo…;-p

Medytacja pozwala Ci poznać więcej z innej strony. Dla mnie jest niezbędna. Pewne sprawy z życia codziennego zaczną Cię śmieszyć, gdy wszyscy płaczą. Na przykład poznając np. swoją historię poprzednich wcieleń bardzo może Cię zdziwić jaki to ma wpływ na obecne życie. Mówiąc krótko inne spojrzenie na codzienne sprawy. Ludzie widzą zablokowaną szosę, ja w tym samym miejscu widzę piękną tęczę na niebie. Taka różnica.

Dokładnie nie odpowiem. Dlaczego. Chyba znasz książkę „The Secret”, jak nie proponuję poczytać. To taki zarys zagadnienia. Ogólnie myśl Twoja/ moja kreuje rzeczywistość, a w szczególności przyszłość. W poprzednim wcieleniu nie byliśmy grzecznymi ludźmi, no i tu jest problem. Dowiadując się o tym „kim byłem” zaczynam myśleć o tym „co robiłem” i ” co zostało mi pokazane” o poprzednim życiu. Myśląc o tym mamy jak w Banku, że to się powtórzy. Jak nie w tym życiu to następnym. Nie darmo istnieje powiedzenie: historia kołem się toczy. Może dlatego nie pamiętamy poprzednich wcieleń, aby szybciej kreować rzeczywistość i aby ta kreowana rzeczywistość była lepsza, by w końcu przerwać to zaklęte koło powtarzającej się historii.

W miarę swego rozwoju Twoja przeszłość będzie Ci pokazana, jeżeli bardzo tego chcesz, ale przestrzegam, może to być szokujące.
Różne są sposoby. W świętej przestrzeni Twojego Serca stoi kryształ tam możesz się dowiedzieć. Możesz wejść w strukturę swoich kości (w taki „tęczowy piasek”), może po prostu Ci się przyśnić. Po czym poznasz to, że poprzednie życie? To się czuje, widzi i pamięta – choćby sen w którym czujesz jak umierasz. Na przykład: czujesz jak kula trafia w twoje serce i ty padasz, czujesz jak boli, pamiętasz ten sen, dźwięki kolory scenerię zapachy. Dlatego jeżeli jest to Ci niezbędnie konieczne, szukaj.. swoje powiedziałem, przestrzegłem.

k się ma poprzednie życie, do obecnego, jak wpływa? Fragment mojego postu na innym wątku:
„…Nieśmiałość wynika z obciążeń karmicznych. To nie jest przypadłość nastolatków. To ciągnie się z poprzedniego życia, lub jeszcze wcześniejszego żywota.
Zacząć trzeba od tego, że żyjemy wiele razy. Może niektórzy zastanawiają się czy reinkarnacja jest możliwa, ja nie to jest dla mnie pewne. Taka różnica.
Dla przykładu kiedyś dawno, w poprzednim życu ktoś poznał super dziewczynę/kobietę, ale doznał zawodu miłosnego po prostu ucierpiał na tym. To taki „kac” karmiczny. Nie pamiętamy w momencie narodzin kim byliśmy, ale dusza wie. Coś nas ciągnie to tej dziewczyny tej „super idealnej”. Ona/on jest rewelacyjna/rewelacyjny. Ideał. Tylko… Gdy staniesz przed Nią/Nim ogarnia twoją duszę strach. Najzwyklejszy paraliżujący strach.
Ty nie wiesz dlaczego ta dziewczyna Ci się podoba. Dusza wie. Kiedyś byliście razem to łączy. Może jesteście bliźniczymi duszami? kto to wie… ale kiedyś były i były kłopoty, teraz boi się dusza by nie powtórzyło się to. Po prostu twoja dusza (podświadomość) boi się. Nie poradzę nic na to jak pokonać ten strach. Może trochę zrozumienie problemu pomoże…”

;-] ciekawe – akurat niesmialosc to jak najbardziej moja przypadlosc i jest to uciazliwe …raz bardziej mi doskwiera innym staje sie smialy tylko na chwilke … ciekawe podejscie ze to inne zywoty na to wplywaja zawsze przyczyny bardziej szukalem w dziecinstwie choc juz jako dziecko w sumie to mialem.moja dusza tez cos wie tyle ze narazie milczy lub nie rospoznaje znakow… ogolnie twoje przekonanie o reinkarnacji jest godne uwagi.

Jak się ma poprzednie życie, do obecnego, jak wpływa? Fragment mojego postu na innym wątku:
„…Nieśmiałość wynika z obciążeń karmicznych. To nie jest przypadłość nastolatków. To ciągnie się z poprzedniego życia, lub jeszcze wcześniejszego żywota.
Zacząć trzeba od tego, że żyjemy wiele razy. Może niektórzy zastanawiają się czy reinkarnacja jest możliwa, ja nie to jest dla mnie pewne. Taka różnica.
Dla przykładu kiedyś dawno, w poprzednim życu ktoś poznał super dziewczynę/kobietę, ale doznał zawodu miłosnego po prostu ucierpiał na tym. To taki „kac” karmiczny. Nie pamiętamy w momencie narodzin kim byliśmy, ale dusza wie. Coś nas ciągnie to tej dziewczyny tej „super idealnej”. Ona/on jest rewelacyjna/rewelacyjny. Ideał. Tylko… Gdy staniesz przed Nią/Nim ogarnia twoją duszę strach. Najzwyklejszy paraliżujący strach.
Ty nie wiesz dlaczego ta dziewczyna Ci się podoba. Dusza wie. Kiedyś byliście razem to łączy. Może jesteście bliźniczymi duszami? kto to wie… ale kiedyś były i były kłopoty, teraz boi się dusza by nie powtórzyło się to. Po prostu twoja dusza (podświadomość) boi się. Nie poradzę nic na to jak pokonać ten strach. Może trochę zrozumienie problemu pomoże…”
Wiesz – moim zdaniem to jest już nie tyle teoria co spekulacja. Może najpierw trzeba by sprawdzić dokładnie co przeżyłeś w tym życiu — doświadczenia, programiki od rodziców, rodzeństwa, kolegów, nauczycieli, mediów itd. Więc jeśli uda Ci się to oczyścić to wtedy możemy porozmawiać czy JEST COŚ JESZCZE.. ok? 😛

Karma w wersji Njuejdż mnie osobiście wygląda na próbę zrzucenia wszelkiej odpowiedzialności na jakiś zewnętrzny czynnik. Czyli – „nie potrafię znaleźć dziewczyny – nie dlatego że jestem zakompleksionym, nudnym i tępym szczeniakiem tylko dlatego że w poprzednim życiu byłem mnichem” 😛
Zresztą duża cześć Njuejdżu to pożywka dla ludzi bez sensu i celu w życiu – jakieś księżniczki Atlantydy, dzieci indyka, medytacje o przemianę wibracji na 2012….
O już wiem czemu mnie w szkole nikt nie lubił – bo jestem dhampirem, półelfem i kosmitą… 😛

Moim zdaniem ,a przeżyłem Reinkarnację osobiście,lecz były to tylko lekcje dla mnie -czemu jestem taki i poco to wszystko , dla kogoś może być to tylko czysta teoria ,spekulacja ,i chęć własnej autopromocji (wiara w reinkarnację ) tak naprawdę każdej nocy inkarnujemy -czyli nasza dusza podróżuje to tu to tam i rano wcielając się w ciało mamy większą wiedzę ,ważne czego nas przeszłe doświadczenie nauczyło ,jacy jesteśmy obecnie ,czy nie ma w nas śladu interesowności,chęci zysku ,potrzeby pochwał i czyjegoś uznania ,poklasku itp.
Ponieważ wszelka wiedza i przeszłe doświadczenia powinny w nas się wypalić ,tak z poprzednich żywotów jak i obecnego (Nazywane jest to jako Nirwana – Nirwana
,wtedy zostaje w nas czysta Miłość – Agape

Wiesz Pit- ja uważam że reinkarnacja jest możliwa, że możliwe jest dotarcie do pamięci z poprzednich wcieleń, a nawet, że z wcześniejszych żyć zostają nam programiki – natomiast nie mogę nie zauważyć jak czasem wygląda „praca z poprzednimi wcieleniami” u sporej większości ezoteryków. Otóż albo jest to tylko wymówka (tak jak to w poprzednim poście napisałem) – albo osoby te zaczynają taką „pracę” nie będąc oczyszczonymi ze wspomnień z „tego życia”, z emocjonalnych i energetycznych blokad, nie mając ego chociaż odrobinę wziętego w ryzy no i umysł pełen myslokształtów. No i wtedy ktoś odkrywa że w poprzednim życiu był królem, Don Juanem, Buddą, Jezusem, faraonem itd. Czyli tak naprawdę jego marzenia i wierzenia o sobie samym zakłócają mu odbiór „rzeczywistości”.
Podobnie jest z wszelkimi kontaktami z duchami, opiekunami i aniołami stróżami – te „istoty” o ile zauważyłem co do zasady mówią to co dana osoba chce usłyszeć. Podobnie jeśli ktoś „słyszy jak mówi do niego Bóg” – to jeśli to katolik -to np. słyszy żeby więcej modlił się do Marii – a jeszcze nie słyszałem żeby jakiś protestant coś takiego usłyszał 😛
Czyli jednak najpierw oczyszczenie ciała i umysłu i energetyki – a potem zabawy z takimi rzeczami 🙂

PRAWDA zgadzam sie z przedmowca -ogolnie duzo ludzi {po czesci ja } szuka w ezoteryce pewnej formy rozrywki a jezeli nawet traktuja ja powaznie to szukaja drog na skroty itp.ostannio jednak zabieram sie do tematu bardziej z glowa od podstaw.

W reinkarnacje wierze jednak temat brzmial medytacja jak zaczac |?] mozna by teraz zmienic na Reinkarnacja jak zaczac? przygode z pdkrywaniem zeszlych wcielen i iluzji z nimi zwiazanymi chociaz i tak uwazam ze wazniejsze jest zauwazenie iluzji tego swiata…i siebie

co daje medytacja

Krótko i na temat podziel się własnymi doświadczeniami

Ja zacznę
-polepsza samopoczucie
-polepsza koncentrację
-dowiedziałem się że nie jestem własnymi myślami.

 

Mi daje skurcze miesni, bardzo bolesne ;] Ale tak na powaznie:

– lepsze samopoczucie na pewno
– spokoj, wyciszenie
– rekacje ciala i duszy, ktorych wczesniej nie mialam
– odkrywanie, nowa medytacja – nowe odkrycie

Na przyklad dzisiaj jakby zaczela prowadzic jakis wewnetrzny dialog. Bo ja nie chce medytowac sama, zawsze medytuja ze mna moi opiekunowie :] Jeden nawet mi dzisiaj przygrywal, a chyba z tym drugim musialam prowadzic dialog.

 

a natomiast napiszę ,co daje Wieloletnia Praktyka Medytacji ,a medytuję już 19 lat .i wypróbowałem wszystkie tecchniki – Aktywne np. Joga,Tai Qi ,Qi Kung i inne ,oraz Bierne -Transcendentalna,Jogiczna,Vipassana,Zen ,Taoistyczna itp. oczywiście oprócz innych technik i dyscyplin Rozwoju Duchowego i Samodoskonalenia .
Medytacja – Dała mi poczucie niezależności od dotychczasowych problemów ,wgląd w inne Wymiary Duchowe ,Wykroczenie Transcendentne Myślami -takie ponadzmysłowe ,ponad wszelkie podziały -religijne,światopoglądowe i inne ,takie Androgyniczne myślenie ,wielką przemianę wewnętrzną ,nawet na poziomie genów ,co odczuwam tak jako czystszą (świętszą) i bardziej doskonalszą osobowość.

 

Izabela1990 trudno mi to wytłumaczyć, słyszałem kiedyś taką teorie że wszystko o czym myślimy to iluzja( Ego to osobowość cielesna) wczoraj to poczułem 😛
Podczas medytacji obserwowałem własne myśl jakbym pozbył się wszystkich myśli bym stał się „prawdziwym sobą” to jest chyba prawdziwe Ja

 

Iza trudno to wytłumaczyć
Nasze myśli tworzą Ego
Prawdziwe Ja po prostu jest

Po straceniu wszystkim myśli bym poczuł się prawdziwie-prawdziwe Ja

 

rzmi bardzo interesujaco.

Ja, jak juz wspomnialam wyzej chyba dzisiaj prowadzilam dialog z sama soba.

Ale daze do tego co Ty, calkowite uwolnienie sie od mysli, tak bym chciala zeby moja glowa zatrzymala sie na chwile, jak samochod na czerwonym swietle, zastygla. To chce osiagnac na sam poczatek.

Pit, naprawde Ci gratuluje, ze doszedles do tak zaawansowanego poziomu medytacji.
A moglbys mi napisac, czy duzo wlozyles w to wysilku, czy to po prostu zaczelo samo do Ciebie przychodzic z czasem??

 

Medytacja daje mi wysoki rozwój, uspokojenie , wyciszenie sie od świata codziennego 🙂

Mi dalo jedna wazna rzecz… Przestalem bac sie smierci, wkoncu uzmyslowilem sobie ze celem kazdego zycia jest smierc. Rowniez ze smierc moze byc koncem ale i zarazem poczatkiem 😉 Wszystko dzieki medytacji. Sadze ze to jest jedna z wazniejszych rzeczy ktore daje medytacja 🙂 Dla kazdego inna.
Ja napiszę tak. Przede wszystkim medytacja pozbawia mnie stresu, w niektóre dni są to jedyne chwile kiedy się nie martwię, co na pewno działa zbawiennie na mój układ nerwowy i psychikę. Wiele w medytacji dowiedziałem się sam o sobie:
– znalazłem wiele schematów myślowych, które powstrzymywały mnie od np. sukcesu, spokoju,
– zrozumiałem, że składam się z części/poziomów, które mogę od siebie odrzucać/odpinać i manewrować między nimi,
– przypomniałem sobie (ot, tak po prostu) wiele wspomnień, o których kompletnie zapomniałem.
Znalazłem się także w wielu ciekawych barwnych miejscach, które były bardziej rzeczywiste niż rzeczywistość. Zacząłem podziwiać umysł – jest niesamowitym narzędziem, wiąże się to także z moim większym szacunkiem do niego. Na pewno zacząłem doceniać więcej „normalnych” rzeczy, na które nie zwracałem uwagi wcześniej. Mam na myśli przyrodę i ogółem stworzenie. Dostrzegam w ludziach bardziej ducha niż wygląd i czuję się bardziej zintegrowany ze światem (mimo, że dalej nie popieram systemu ekonomicznego i politycznego w którym funkcjonujemy). Sądzę, że jak raz już wejdzie się do tej rzeki, to płynie się z prądem. Często medytacja jest na tyle niesamowitym przeżyciem, że ciężko to opisać.
w skrócie:
– stres wyeliminowany niemalże do zera
– łatwość w odmawianiu sobie różnych, w praktyce totalnie zbędnych przyjemności
– zrozumienie wielu rzeczy dotychczas niepojmowalnych
– zlikwidowanie strachu przed śmiercią
– zlikwidowanie strachu przed sytuacjami codziennymi
(np. wywalą mnie z pracy – trudno znajdę nową)

Medytacja wpływa na mnie niemalże zbawiennie zwłaszcza jeśli mam problemy wewnętrzne,dopada mnie szara rzeczywistość wtedy jak najszybciej biorę się za siebie, od razu oddaję sie medytacji aby zwalczyć ten wewnętrzny chaos który przejął nade mną kontrolę, dzieki niej, jestem natychmiast naładowana pozytywna energią, nabieram większej pewności siebie, akceptuję się zarówno fizycznie jak i psychicznie, nabywam większej koncentracji oraz spontaniczność, wyzbywam się lęków hmm jednym słowem full energy power:)

dla mnie to jest raczej uleczanie stanu duszy jak coś jest w niej na rzeczy:) niż zabawa, dlatego podchodzę do tego poważnie i z ogólnym zamierzeniem aby pozbyć się tych złych emocji, dlatego też nie stosuję urozmaicania co najwyżej preferuję muzykę relaksacyjną i wyciszam umysł oraz ciało

No każdy wiesz inaczej do tego podchodzi ja czuje sie zrelaksowana , uleczam stan duszy .. itd.. W ten że sposób jaki wymieniłam … Nie mówie o typowej zabawie tutaj .. Mówie że trzeba czuć przyjemność z tego co sie robi i nie robć tego z przymusu bo to raczej nic nie daje jak będziemy z przymusu medytować

z tym się zgadzam,że nie można robić tego z przymusu:), bo nie odczujemy wtedy przyjemności z medytacji a wręcz odwrotnie może napełnić nas to większymi nerwami i niepokojem, a preferujesz jakąś muzyczkę relaksacyjną?masz jakąś ulubioną?Bo do mnie przemawiają medytacje-muzyka słowna, wtedy mam jakąś większą kontrolę nad sobą aby nie zasnąć przypadkiem:)hehe

jest to u podstaw metoda oddechowa polegająca na oddychaniu świadomym, pogłębionym, rytmicznym, połączonym i kołowym. Głęboki naturalny wdech jest wykonywany intencjonalnie, aktywnie, natomiast wydech jest spontanicznym, nie forsowanym wypuszczeniem powietrza. Osoba oddychająca dba o to, żeby nie robić pauzy, zatrzymania pomiędzy wdechem, a wydechem nadając pogłębionemu oddechowi płynny rytm.

Ja nie mialam zamiaru, ale zaczelam miec zaczatki OOBE, takze…A co do tej pory daje mi medytacja, fakt…Mam spokojniejsze sny, pamietam je po przebudzeniu, jestem ogolnie spokojniejsza.
Jednak zauwazylam, ze potrafie poplakac sie bez powodu, czuje sie szczesliwa, ale potem to wszystko na mnie spada, przypominam sobie…I tak jakos wychodza te wszystkie negatywne emocje.
Uwielbiam tez jak odczuwam ta energie w moich dloniach, taki przeplyw, jest to odczuwalne.
Poza tym, moge sie bardziej skupic, zatrzymac mysli, cwicze afirmacje podczas medytacji, takze medytacja duzooo, duzooo daje. Poza tym uwazam, ze pozwala mi walczyc z moja depresja, jestem przeszczesliwa, jak chociaz na pol godziny moge sie oderwac od moich mysli.

Mi medytacja pomogła w zasypianiu i wysypianiu się. Poza tym praktycznie wcale nie boli mnie głowa (nawet podczas zmian pogody) – może jest to skutek wysypiania się? W każdym razie polepszyła mi się zdolność do koncentracji, wizualizacji. Łatwiej radzę sobie z sytuacjami dostarczającymi mi stresu, potrafię „odseparować się” od gwałtownych emocji (oczywiście nie zawsze, jednak jest to coraz łatwiejsze). Dostrzegam więcej – jeśli chodzi o moje reakcje, wspomnienia, poglądy…
Same korzyści

Fajnie jest czytac to co piszecie . Mam na mysli ludzi ktorzy czuja efekty i praktykuja medytacji.
Mi medytacja dala to ze ludzie z ktorymi probowalem sie tym podzielic powiedzieli ze czytam za duzo ksiazek… i kiedy o tym mowilem odbierali mnie jak bym mowil o jakis niestworzonych rzeczach z bajek haha oczywiscie to jedyne negatywne odczucie 😛
A tak poza tym szczegolem praktyka medytacji daje mi:
– brak leku przed smiercia
– nie zaleznosc
– zycie staje sie proste i zabawne
– kontrole emocji ( brak wybuchu emocjonalnego np .podczas klotni co powoduje ze werbalny atak drugiej osoby nie jest wstanie sprowokowac mojego ego do obrony co skutkuje tym ze klotnia nie ma miejsca 😛 )
– duzo wspomnien i emocji ktorych zapomnialem z okresu dziecinstwa nagle mi sie przypominaja ( cofam sie ?? 😛 )
– ale jest tez tak ze w ciagu jednego dnia potrafie odczuwac kilka emocji wewnatrz i to mnie przeraza nie potrafie caly czas byc np wesoly albo spokojny. Nie wylewam emocji na zewnatrz ale wewnatrz to czasem jest chaos i to nagle i znow spokoj itd chce was zapytac czy to minie i czy tez tak mieliscie ?
Jestem raczkujacym praktykantem i najczesciej uzywam dynamicznych i nie formalnych technik medytacji.

Kontemplacja

Kontemplacja i sztuka

Tradycja Buddyzmu Szambali zwraca dużą uwagę na możliwość wykorzystania sztuki w procesie poszukiwania przebudzonej natury umysłu. Gdy łączymy uprawianie sztuki ze ścieżką medytacji, każda dziedzina sztuki bez względu na to, czy pochodzi ze Wschodu, czy Zachodu, może stać się ścieżką prowadzącą do wyzwolenia i otwarcia na świat. W każdej kulturze, także w kulturze Zachodu, zawiera się potencjał fundamentalnego zdrowia i mądrości. Szambala w żadnym wypadku nie odrzuca kultury Zachodu, lecz stara się łączyć ją z tradycją medytacji i czerpać z niej inspirację.

Przesunięcie akcentu na stan umysłu, z którego rodzi się akt twórczy, sprawia, że nasze pojęcie sztuki nie zawsze pokrywa się z zakresem, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. Artyści zajmujący się sztuką kontemplacyjną uprawiają sztuki plastyczne, fotografię ale pojęcie sztuki obejmuje tu również ikebanę, japońskie łucznictwo, czy ujeżdżenie koni.

Uzyskanie przez dyscyplinę medyatcji elementarnego dostępu do przebudzonego stanu umysłu umożliwia niezwykle ważne dla każdego twórcy widzenie rzeczy takimi jakimi są, docenienie ich w takiej postaci i umożliwia tworzenie wolne od wysiłku i pragnienia niezwykłych dokonań. Takie podejście nazywamy „Dharma Art”, czy w rozszerzonej o nauki Szambali formie „Shambhala Art”. Sztuka wywodząca się z dharmy, czyli nauki o przebudzonym umyśle, niesie w sobie dobroć i godność naturalnie obecną w przedmiocie, który odzwierciedla i przetwarza.

Dyscypliny kontemplacyjne praktykowane i przekazywane w ramach programów Szambali noszą wspólną nazwę Nalanda. Dyscypliny te to:

  • Kaligrafia
  • Chado (ceremonia parzenia herbaty)
  • Kyudo (łucznictwo)
  • Kado (droga kwiatów) – Ikebana i medytacja
  • Bugaku (japoński taniec)
  • Maitri
  • Mudra
  • Dharma Art
  • Miksang (fotografia kontemplacyjna)
  • Horsemanship/Dressage
  • Psychoterapia kontemplacyjna:
  • Sarpashana: Health Palliative Care and working with addiction.

 

 

 

Co to jest kontemPlacja? 

Słowo kontemplacja nie jest używane jednolicie w literaturze chrześcijańskiej. Może oznaczać to samo, co medytacja lub rozważanie i ma na myśli wtedy medytowanie o czymś. Tutaj słowa kontemplacja                     używamy wyłącznie na oznaczenie chrześcijańskiej bezprzedmiotowej formy modlitwy. Nie chodzi nigdy o medytowanie nad jakąś treścią. Jest to raczej stan doświadczenia poza aktywnymi siłami naszej potocznej świadomości.

Słowo „kontemplacja” pochodzi z łaciny. „Contemplari” znaczy „widzieć”. To podstawowe znaczenie tego słowa jest używane tutaj. Celem jest wgląd w siebie samego, widzenie tego, co boskie w nas i stworzeniu w postaci uwewnętrznienia lub doświadczenia poza naszymi intelektualnymi możliwościami. Kontemplacja                     jest raczej stanem doznawania niż stanem aktywnego działania. Tego stanu nie można nauczyć, lecz tylko wzbudzić. Dlatego osoby praktykujące kontemplację, przynajmniej na początku, potrzebują duchowo doświadczonego człowieka, który je poprowadzi, i od którego iskra może przeskoczyć, ażeby w uczniu, w uczennicy rozniecić ten sam ogień. Zadatki do tego są wrodzone każdemu człowiekowi. W kontemplacji można wyróżnić cztery fazy:

  1. Modlitwa jako droga do kontemplacji.
  2. Doznanie własnego bycia – modlitwa spokoju.
  3. Doświadczenie oświecenia.
  4. Wcielenie doświadczenia oświecenia.

Pierwsze dwie fazy dadzą się osiągnąć przez każdego człowieka zdrowego fizycznie i psychicznie. Prowadzą one do stanu wielkiego spokoju i głębokiego pokoju. W religijnym obszarze nazywa się ów stan „modlitwą spokoju”. Jako proste bycie w obecności Boga. Jest to stan kontemplacji. Człowiek patrzy w swoje własne bycie. Doświadcza w ten sposób Boga bliżej i głębiej niż przy modlitwie ustnej lub rozważającej. „Modlitwa spokoju” wpływa zazwyczaj silnie na osobowość. Jednakże nie chodzi tu jeszcze o mistyczny stan we właściwym sensie. Ten pojawia się dopiero w fazie trzeciej i czwartej. Mistyczny stan przydarza się człowiekowi: nie można go wywołać aktem woli, lecz tylko przygotować przez ćwiczenie modlitwy. Ten, komu dane jest wejść do tej przestrzeni, ten na nowo doświadcza, co to znaczy, kochać Boga ze wszystkich sił. Bóg sam daje takiemu człowiekowi nowe siły, dzięki którym może on kochać Boga. W praktyce te cztery kroki nie występują oddzielnie, lecz krzyżują się i zachodzą na siebie.

Willigis Jäger

Medytacja w ruchu

Chodzenie ma w sobie coś takiego, że albo je polubisz albo nie. Poczujesz to czy lubisz naprawdę chodzić, może nie natychmiast, ale już po krótkim czasie i bardzo szybko będziesz wiedział, czy chodzenie jest czymś dla Ciebie czy nie.
medytacja w ruchu
Nie ma sensu pisać traktatów filozoficznych na temat chodzenia. Chodzenie jest, bez dwóch zdań, bardzo prostą czynnością. Aby zacząć swoją przygodę z chodzeniem, nie będziesz potrzebował specjalnych zdolności fizycznych czy psychologicznych, a tym bardziej, specjalistycznego i drogiego sprzętu. Nie będziesz musiał wyszukiwać jakiegoś szczególnego miejsca do chodzenia, ani przeznaczać na chodzenie zaplanowanej pory dnia czy nocy. Chodzić bowiem możesz zawsze i wszędzie. W takim ubraniu i obuwiu, jakie akurat masz na sobie. Tak! Chodzenie to unikalny rodzaj aktywności fizycznej, która daje Ci aż tak wielką swobodę wyboru sposobu, pory, miejsca! Można chodzić w biurze, w sklepach, w galeriach handlowych. Chodzenie może być praktykowane zawsze i wszędzie, bez ograniczeń. Czasami, gdy jestem zmuszony do pracy w ciasnym pomieszczeniu (zajmuję się grafiką komputerową), robię sobie kilkunastominutowe przerwy od komputera, podczas których poruszam się w miejscu, jakby chodząc. Tak, to prawda, że chodzenie trzeba na swój sposób zrozumieć i polubić. Bez odczucia pociągu i miłości to tej aktywności, nie ma sensu do niej się zmuszać. Zmuszanie się do czegokolwiek, czego się nie lubi, może mieć tylko negatywne efekty.
Niektórzy, tak jak ja, lubią praktykować świadome chodzenie po lasach i puszczach. Kilka razy w miesiącu, gdy pora roku i pogoda na to pozwala, wybieram się na wielogodzinne spacery po rozległych lasach. Gdy nie jest to możliwe chodzę po przedmiejskich drogach, łąkach, polach, a nawet w mieście.
Po lasach nie zalecam chodzenia w zwykłych butach, sandałach, tenisówkach ani kapciach. Chodzenie po lasach może wymagać trochę bardziej specjalistycznego sprzętu niż ubranie noszone na co dzień, a przynajmniej odpowiedniego i starannie dobranego obuwia. Chodzenie po lasach, bez odpowiedniego obuwia, może być mało przyjemne, z nawet niebezpieczne. Jeżeli mamy zamiar chodzić po lasach, to zalecam obuwie trekkingowe. Dobre buty tego typy są niestety bardzo drogie. No i jeszcze wszystko zależy od rodzaju lasu i pory roku. Deszcz, śnieg… różnie to bywa. Obuwie, szczególnie jeżeli mamy zamiar wybierać się na długie spacery, należy dobierać starannie i w sposób przemyślany.
Także i chodzenie po wiejskich lub przedmiejskich drogach, łąkach, może wymagać dobrego obuwia. To już nie to co las, ale zawsze lepiej odpowiednio zabezpieczyć swoje stopy. I także tutaj zalecam obuwie trekkingowe, znanych producentów.
Jeżeli, z kolei, preferujemy spacery po stabilnym, bezpiecznym, ubitym terenie, lub miejskich parkach, czy chodnikach, to najlepszym wyborem będą sportowe buty typy nike. Ale też, dużo zależeć będzie od pory roku. W dni upalne fajnym rozwiązaniem są tak zwane espadrillas. Pamiętam, że dawno temu, zużyłem ich aż 2 pary podczas jednego sezonu, ale chodziłem po 30 kilometrów dziennie! Było to w Grecji, a temperatura nie pozwalała na chodzenie w czymkolwiek innym niż espadrillas. Chodziłem wtedy wzdłuż wybrzeża, po ubitych ścieżkach, w godzinach 8-15, w pełnym upale, a przez taki czas przechodziłem te 25-30 kilometrów. Byłem w Grecji przez miesiąc, a wtedy właśnie zużyłem te 2 pary espadrillas.

Chodzenie po galeriach handlowych i sklepach to całkiem inna sprawa. Jest to coś, za czym szczególnie nie przepadam. Do tak ambitnych spacerów wystarczy nam najprostsze, ale wygodne obuwie.

Gdzie i kiedy najlepiej jest praktykować chodzenie? Wybór należy wyłącznie do Ciebie. Niektórzy wolą chodzić po centrach handlowych, inni preferują miejskie chodniki, jeszcze inni przedmiejskie dróżki i ścieżki. Są również zwolennicy chodzenia po wsiach, lasach, łąkach, górach. A tych ostatnich poznałem chyba najwięcej. Kilka osób, które poznałem chodząc po górach, czuje się dobrze chodząc właśnie tylko w terenach górskich i nie wyobraża sobie chodzenia po mieście, a tym bardziej po galeriach handlowych. Dużo osób lubi spacerować po plażach. Są też pasjonaci chodzenia po wysokim śniegu, zaspach śnieżnych, zaśnieżonych górach. Ale to już ekstremalne podejście do chodzenia, a o tym mowa będzie dalej.

W sumie, miejsce jakie wybierzemy do chodzenia nie będzie tak ważne, jak nasze nastawienie. Bo mowa tutaj przecież o chodzeniu świadomym, o pracy nad naszą świadomością. Odczuwaniu tu i teraz. Tego co jest. Jak już pisałem, chodzenie jest czymś bardzo prostym, ale odpowiednie nastawienie, daje nam wielkie możliwości. Świadomość, głęboka medytacja podczas zwykłego chodzenia.

Chodzenie jest najstarszą formą ruchu człowieka.
Pomimo iż człowiek został stworzony by być w ciągłym ruchu – bo właśnie tylko wówczas jego organizm utrzymuje się w równowadze i zdrowiu – to obecna cywilizacja utrudnia nam regularną aktywność fizyczną i eksploatowanie naszego organizmu zgodnie z jego przeznaczeniem. Kiedyś człowiek był zmuszony do ciągłego poruszania się, chodzenia. Nie było samochodów, autobusów, biur w których całymi dniami się siedzi.
Chodzenie
Chodzenie było czymś co człowiek wykonywał niemalże nieustannie od świtu do nocy. Nikt nie siedział kilka godzin dziennie w aucie lub po kilkanaście godzin dziennie przy komputerze. Człowiek, z konieczności, utrzymywał swoje ciało w dobrej kondycji, przynajmniej jeżeli chodzi o ilość ruchu.
Dziś jednak sytuacja jest całkiem odmieniona. Społeczeństwo jest zmuszone do bezruchu i ciągłego stania lub siedzenia. Chodzimy coraz mniej, poruszamy się – z potrzeby coraz to większej wygody i z powodu coraz większego braku czasu na cokolwiek – różnymi, coraz to wygodniejszymi i szybszymi, środkami lokomocji i wykonujemy większość pracy w trybie siedzącym lub stojącym (nieprawidłowe stanie jest gorsze od siedzenia). Ponadto pracujemy coraz więcej. Często nie mamy czasu na porządne wyspanie się a co dopiero mówić o czasie na jakieś spacery! Paradoksem jest to, że pomimo wielkiego postępu technologicznego, nasze zdrowie jest coraz to słabsze i mamy coraz to mniej siły fizycznej. Ulepszamy maszyny a sami się osłabiamy.

Brak ruchu jest w dzisiejszych czasach naszym największym wrogiem. Powoduje – między innymi – stopniową utratę siły fizycznej, spadek odporności organizmu na rozmaite czynniki zewnętrzne, zmniejszenie sprawności intelektualnej, obniżenie wydolności układu naczyniowo krwionośnego oraz niestabilność emocjonalną objawiającą się często skrajnie w formie depresji lub nerwowości, irytacji. Nie zdajemy sobie bowiem sprawy z tego, że wszystkie te dolegliwości mają, w większości przypadków, swoją przyczynę w braku odpowiedniej ilości aktywności fizycznej.
Przyjrzyjmy się jak wygląda dzień przeciętnego polaka. Rano wstajemy i w pośpiechu, często bez odpowiedniego posilenia się, wsiadamy do auta w którym spędzamy godzinę w korkach. Oczywiście w nerwach by nie spóźnić się do pracy. Potem zasiadamy za biurko i tak sobie siedzimy, z przerwą na obiad podczas którego także siedzimy. Bardziej ruchliwi osobnicy zrobią sobie małe zakupy podczas przerwy obiadowej ale resztę dnia i tak spędzą za biurkiem, siedząc. W drodze powrotnej do domu kolejna godzina siedzenia w aucie. Docieramy do domu i…. rozpoczynamy akcję siedzenia przed telewizorem aby jakoś urozmaicić sobie siedzenie. A tymczasem nasz organizm niszczy się już doszczętnie. Wreszcie kolacja. Siadamy do stołu. Siedzimy i jemy! Nadchodzi późna noc. Po całym dniu siedzenia w końcu kładziemy się spać. I tak, niestety, wygląda dzień całkiem przeciętnego obywatela naszego Kraju. Takie spędzanie czasu staje się niestety powoli normą.
Od braku ruchu nasze mięśnie (w tym także serce i mięśnie oddechowe) stają się coraz słabsze. Jesteśmy niedotlenieni. Mamy za mało krwinek czerwonych lub ich jakość nie jest zbyt dobra. Grożą nam choroby cywilizacyjne. Kości słabną. Bolą nas kolana i kręgosłup. Ciśnienie krwi nie jest najlepsze, jesteśmy otyli i otłuszczeni. Oddech jest za szybki a częstość skurczów serca za wysoka. Czujemy się zirytowani i często dopada nas prawdziwa depresja. Taki jest niestety stan zdrowia przeciętnego polaka w średnim wieku.
Co się natomiast dzieje gdy regularnie chodzimy? Regularne chodzenie sprawia, przede wszystkim, że nasz organizm zaczyna lepiej się dotleniać.
Dobrze dotleniony centralny układ nerwowy zaczyna funkcjonować dużo sprawniej. Dotlenione narządy wewnętrzne czują się dużo lepiej i zaczynają prawidłowo funkcjonować. Wzmacniają się także kości, bo regularna wzmożona aktywność fizyczna poprawia wchłanianie wapnia w organizmie. Jeżeli chodzi o zmiany w krwi to czerwone krwinki (erytrocyty) stają się liczniejsze i większe. Są one odpowiedzialne (ale tylko między innymi) za dostarczanie tlenu do naszych tkanek. Dzięki regularnemu wysiłkowi i sprawnemu dotlenianiu się nasze serce i mięśnie oddechowe, a także i reszta mięśni całego naszego ciała, stają się sprawniejsze i bardziej wytrzymałe. Powiększa i ulepsza się sieć naczyń wieńcowych. Częstość skurczów serca w spoczynku i podczas wysiłku obniża się, ponieważ serce staje się bardziej wydajne i nie musi już tak szybko pompować krwi. Regularne chodzenie zmusza nasze mięśnie do regularnego wysiłku a co za tym idzie, mięśnie po pewnym czasie naprawdę się wzmacniają. Poprawia się kondycja gospodarki lipidowej naszego organizmu, co przyczynia się do obniżenia stężenia złego cholesterolu w naszym organizmie. Następuje stabilizacja ciśnienia krwi. Chodzenie sprawia zatem że stajemy się zdrowsi, silniejsi i bardziej odporni.
Naukowcy dowiedli, że 30 minut codziennego spaceru w przyśpieszonym tempie jest w stanie odmłodzić nasz organizm o kilkadziesiąt lat. Ale tylko pod warunkiem, że chodzimy codziennie i robimy to długoterminowo.

Chodzenie świadome

Jeżeli czytacie ten tekst, to prawdopodobnie temat witryny Was zaintrygował i pragniecie rozpocząć swoją własną przygodę ze świadomym chodzeniem.
Chodzenie świadome nie jest ani takie proste jak się wydaje – bo nie jest ono zwykłym chodzeniem – ani zbyt trudne 🙂 Nie wymaga ono szczególnych predyspozycji, oprócz chęci doświadczenia czegoś nowego i ulepszenia samego siebie 🙂
Jak i kiedy należy chodzić? Po co w ogóle to robić? Na te pytania nie znam konkretnych, jednoznacznych i precyzyjnych odpowiedzi. Każdy człowiek jest trochę inny, ma inne doświadczenie ruchowe, inne przeżycia, inną strukturę ciała, inne predyspozycje genetyczne i duchowe. Chodzenie świadome na pewno przyniesie każdemu „chodzącemu” efekty pozytywne, ale w różnych miarach. Mistrz medytacji, który jest także obeznany w sztukach walki, nie ma czego tutaj szukać, ale przeciętny człowiek, będzie mógł ze swiadomego chodzenia czerpać wiele korzyści.
Zacznijmy od tego, że aby chodzenie świadome miało sens, to trzeba je uprawiać regularnie. Ten punkt obowiązuje wszystkich, bez wyjątku. Zauważyłem to po sobie i po kilku znajomych „chodzących”. Nie ma sensu przejść się kilka razy a potem długa przerwa. Kilkakrotnie zdarzyło mi się zrobić sobie z chodzeniem świadomym przerwę, bo sądziłem, że pozytywne efekty będą się długo utrzymywały, i za każdym razem tego później żałowałem, bo wcale tak nie było. Moi „chodzący” znajomi mają podobne doświadczenia. Owszem, zawsze lepiej trochę ruchu niż zero ruchu, bo sam ruch to zdrowie, ale nie tylko o to w świadomym chodzeniu chodzi 🙂 Świadome chodzenie, to coś więcej niż forma aktywności fizycznej. Ważna jest regularność i pełną świadomość chodzenia, jak również świadomość tego co dzieje się w naszych ciałach i umysłach podczas chodzenia 🙂 Ale nie tylko. Gdy praktyka staje się regularna, pojawiają się długotrwałe efekty zdrowotne, zarówno fizyczne, jak również duchowe, które postaram się wkrótce opisać w innym miejscu swojego bloga.
Chodzenie
O co w tym wszystkim więc chodzi i od czego zacząć? Na początek dobrze jest zacząć od zwykłych spacerów. Każdy zapewne wie jak spacerować. Ale nie mam tu na myśli takich typowych niedzielnych rodzinnych spacerków, od cukierni do auta, podczas których chodzimy tempem babci, lub dziadka i cały czas gadamy. Chodzi mi o długi i szybki spacer wykonany w regularnym tempie i najlepiej… w samotności. Na każdy zaplanowany spacer należy przeznaczyć odpowiedni czas z wystarczającą rezerwą czasu. Nie ma sensu podczas chodzenia spieszyć się i patrzeć co chwilę na zegarek (czyli to co robimy na co dzień), lub patrzeć z niecierpliwością na zegarek, zastanawiając się kiedy to czas nudnego chodzenia minie i będziemy mogli robić coś fajnego… bo to tego niestety większość osób jest przyzwyczajona: do patrzenia na zegarek, kiedy to skończy się coś co nas męczy lub nuży, lub kiedy nadejdzie to, co lubimy. Ten nawyk to wielka przeszkoda w rozwoju duchowym.
Na początek zalecam do około pół godziny do godziny dziennie zwyczajnego spacerowania. Ale uwaga: chodzenia, a nie zatrzymywania się co chwilę na rozmowę z napotkanymi po drodze przyjaciółmi, czy esemesowania lub telefonicznych pogawędek. A… i jeszcze jedna uwaga. Jeżeli palicie papierosy to starajcie się nie palić przed, w trakcje i tuż po chodzeniu no i postarajcie się jak najszybciej rzucić ten nałóg, bo w przeciwnym razie będzie on Wam psuł wiele z korzyści płynących z chodzenia 🙂 Tak na marginesie powiem, że mam znajomego, który 2 miesiące po rozpoczęciu przygody ze świadomym chodzeniem, rzucił papierowy z dnia na dzień i nie pali już od 4 lat. Regularne chodzenie może być w tym bardzo pomocne, bo dotlenia organizm, relaksuje i stabilizuje emocje, eliminując te negatywne.

Zalecane miejsca do spacerów to lasy, parki, wsie, okolice przedmiejskie. Starajcie się unikać miast, miejsc hałaśliwych, gdzie powietrze jest zanieczyszczone oraz miejsc zatłoczonych. Nie ma dużego sensu chodzić w takich miejscach. To znaczy… możecie sobie tam chodzić, ale nie przyniesie Wam to tyle korzyści, ile przyniosłoby np. chodzenie po lasach.
Podczas świadomego chodzenia ważne jest uświadomić sobie że CHODZIMY, idziemy przed siebie i ten spacer jest nasz. Ten czas jest nasz. Każdy oddech i każdy ruch jest w pełni nasz. Cieszymy się każdym wdechem i wydechem. Komórkę najlepiej wyciszyć, tak samo jak nasze rozpędzone myśli 🙂 Cieszmy się chodzeniem, oraz pięknem otaczającej nas przyrody.
Chodzić należy dość szybko, ręce same dostosowują się do ruchu, tak jak i oddech. Nie należy oddechem manipulować i zbytnio na nim się skupiać. Stawiamy dość długie kroki, ale bez przesady. Taki spacer nas wzmocni i uspokoi.
Po jakimś czasie praktyki takiego regularnego spacerowania można czas każdego spaceru wydłużyć do kilku godzin dziennie. Sami musicie ocenić ile czasu powinniście każdorazowo chodzić. Ale powtarzam, że należy robić to – w miarę możliwości – codziennie. Niektórzy chodzą nawet po 4 godziny dziennie 🙂 Może to i lekka przesada, ale znam kobietę, która twierdzi, że chodzi 6 godzin dziennie: codziennie od 6 rano do południa. Kiedyś miała problemy z nadwagą, ale dawno już ich nie ma, bo przez 2 lata świadomego chodzenia schudła 20 kilogramów!
Trzeba oczywiście umieć czerpać z samego chodzenia radość, dobre samopoczucie i zdrowie. Bo inaczej po co to robić? Jasne, że możemy sobie uświadomić i stwierdzić, że robimy to dla samego zdrowia i rozwoju ale, jeżeli ma być dla nas uciążliwe – a wtedy z czasem może stać się to nie do zniesienia – to zamiast dodać nam zdrowia, praktyka taka będzie nam je jedynie powoli odbierała.
Prawda jest taka, że nie należy się do niczego przymuszać i jeżeli zauważymy, że nie czerpiemy z samego chodzenia radości i dobrego samopoczucia, to nie zalecam dalszego zagłębiania się w taką praktykę. Jeżeli chodzenie nie sprawia Wam radości to jest wiele innych ciekawych rzeczy którymi możecie się zająć 🙂
Po kilku miesiącach regularnego chodzenia należy postarać się zacząć odczuwać, podczas chodzenia, jak pracuje każda część ciała zaangażowana w chodzenie. Powoli zaczniecie sobie zdawać sprawę z tego, że całe Wasze ciało, każda jego część pracuje abyście mogli się poruszać. Poczujecie jak pracują nogi, kolana, stopy, palce od stóp a także i biodra, ręce, barki, szyja. Poczujecie jak pracuje całe ciało i każda jego część. Ale także i umysł. Zaczniecie odczuwać co się dzieje z oddechem i jak dostosowuje się on w naturalny sposób do wykonywanych przez ciało ruchów. I to, wraz z otaczającą Was przyrodą, będzie Wam sprawiało radość, dawało zdrowie i dobrze nastawiało duchowo.
Na początek nie zalecam nikomu chodzić długo. Nie róbcie tego bo to nie ma sensu. Chodźcie tyle czasu, ile Wam będzie pasowało. Także nie rozpoczynajcie waszej przygody z chodzeniem bez wcześniejszej konsultacji z lekarzem. Powtarzam, że na początek zalecam wszystkim zdrowym osobom nie więcej niż maksymalnie 2 godziny spokojnego chodzenia dziennie. Wybierzcie sobie jakieś spokojne miejsce, załóżcie na siebie wygodne ubrania, wyciszcie komórki, zapomnijcie (należy myśleć o krokach i odczuwać oddech) o problemach i o wszelkich sprawach które nie mają związku z chodzeniem i zacznijcie w prosty, naturalny sposób, chodzić. Ważne jest aby przez cały czas, który przeznaczycie na chodzenie skupić się na krokach i oddechu, oraz starać się nie myśleć o innych sprawach.

Magia nocnego spaceru

Nadchodzi noc, a ja wybieram się, jak co nocy, na długi spacer. Fajnie jest tak pochodzić sobie nocą, w ciszy, w spokoju, z samym sobą. Nie słychać aut, rozmawiających ludzi… Odpoczywam w końcu od codziennej wielogodzinnej biurowej gadaniny z szefami i kolegami z pracy. Od konieczności ciągłego tłumaczenia się innym, zachowywania się w pewien ustalony sposób. Nigdy nie chciało mi się za bardzo tego wszystkiego słuchać, ani zachowywać się według ustalonych reguł społecznych. Nigdy tego nie lubiłem. Za dnia, jestem do tego wszystkiego niestety zmuszony.
medytacja w ruchu
Ale teraz, nocą, każda chwila należy wyłącznie do mnie. Cieszę się wszystkim, czego doświadczam. Właśnie wieje porywisty wiatr. Słychać i czuć, jak bardzo mocno wieje. Lubię czuć mocne powiewy wiatru na swojej twarzy, a gdy noce są cieplejsze, na całym swoim ciele. Jest bardzo zimno, a ścieżka, którą podążam, jest puszyście zaśnieżona. Na niebie gromady gwiazd. Jest piękna, gwieździsta noc. Widzę dużo wysokich, także całkiem zaśnieżonych, lśniących w świetle księżyca drzew. Idę lekko przyśpieszonym krokiem w stronę zaśnieżonego lasu.
Odwracam się na chwilę do tyłu i widzę ślady, tylko moje ślady. Nikt raczej tędy nie przechodził przez ostatnie kilka godzin, choć za dnia jest tu sporo biegaczy, rowerzystów, starszych ludzi oraz matek z wózkami.
Teraz jestem tu tylko ja. Fajnie się tak idzie. Przeszedłem już spory kawałek, czuję duży spokój wewnętrzny. Bez większego namysłu zaczynam oddychać regularnie i zwracam uwagę na każdy swój krok. Kroki łączą się z oddechem. Całe ciało, poprzez oddech, napełnia się magiczną siłą. Oddech sam się dopasowuje do moich kroków. Zapominam o sprawach materialnych. Zapominam o codziennych zmartwieniach. Przestaję teraz, choć na chwilę, logicznie myśleć. Moje myśli już nie galopują jak kiedyś. Czuję wyraźnie każdy swój krok i cieszę się swoim spokojnym, ale rytmicznym i regularnym oddechem. Czuję przypływ energii w całym ciele.

Patrzę na ścieżkę, patrzę na las, patrzę na gwiazdy i oddycham. Żywię się magiczną energią. Kroki stawiają się już same. W ogóle już o nich zapomniałem. Czuję tylko swój oddech, który daje mi wielką radość i magiczną siłę, przepływającą przez całe moje ciało. Teraz już nie patrzę na niebo, na gwiazdy, na drzewa. Teraz już jestem tym wszystkim. Gwiazdy, drzewa, śnieg… to wszystko jest mną, a jednocześnie ja jestem tym wszystkim. Wszystko jest jedną myślą, jedną chwilą, jednym oddechem. Cały czas, który minął, który jest, który będzie, to tylko jedna chwila. Chwila jednego oddechu. Wszystko jest połączone w Jednym. A to Jedno jest wszystkim. I jest wszędzie i zawsze.

 

 Jestem mile zaskoczona Twoimi tekstami o chodzeniu. Muszę przyznać, że moje doświadczenia z nocnymi spacerami są bardzo podobne do Twoich. Nie sądziłam, że kiedykolwiek i gdziekolwiek, przeczytam tekst, który zdaje się być napisany przeze mnie. Zawsze sądziłam, że tylko ja odczuwam takie rzeczy. Ale ewidentnie myliłam się. Gratuluję. Twój Blog bardzo mnie zaskoczył.
P.S. Czy spacerujesz także za dnia?

Medytacja

Mając nie wyćwiczony umysł, przez większość naszych dni jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę naszych nastrojów. Budząc się rano czujemy się trochę jak na loterii: „Jaki umysł dziś wylosowałem? Zirytowany, szczęśliwy, niespokojny, rozgniewany, współczujący, czy kochający?”W trakcie medytacji śamatha – „spokojnego trwania” – ćwiczymy umysł, by osiągnąć stabilność, klarowność i siłę. Dzięki tej najbardziej podstawowej formie medytacji w pozycji siedzącej odkrywamy, że możemy uzyskać spokój.
Sakyong Mipham Rinpocze
fragm. książki „Przymierze z umysłem

Medytacja to praca z własnym umysłem. Istnieje wiele różnych stylów medytacji. W tradycji Szambali podstawą praktyki jest medytacja shamatha (sanskr.), shine (tybet.).
Często sądzimy, że medytacja jest robieniem czegoś niezwykłego, świętego czy duchowego. W tradycji buddyjskiej, czy w tradycji Szambali medytacja jest po prostu kultywowaniem uważności (ang. mindfulness) i świadomości (ang. awareness), aby w ten sposób odkryć, kim naprawdę jesteśmy. W codziennym życiu nasze umysły są przez większość czasu zajęte jakimiś projektami – myśleniem o przeszłości albo spoglądaniem w przyszłość z nadzieją lub obawą. Wskutek tego bardzo często jesteśmy całkowicie skoncentrowani na sobie – na tym, czego pragniemy, czego chcemy uniknąć. Przestajemy być otwarci na innych i na otaczającą nas rzeczywistość.
Poprzez medytacji rozwijamy podstawową zdolność naszego umysłu umożliwiającą nam kontakt ze światem. Staramy się kultywować doświadczanie teraźniejszości i otwartości. Jest to wspólna cecha wszystkich praktyk buddyjskich i wrodzona zdolność każdego człowieka.

 

Określenie „”Medytacja „” ma swoje źródło w łacińskim słowie „”meditatio””, które wywodzi się od czasownika „”meditari”, oznacza „”myśleć”,” rozważać”.
Polega na duchowych ćwiczeniach w celu skupienia się i uspokojenia myśli. Szczególnie popularna w krajach azjatyckich. Z pożądanym stanem świadomości wiążą się następujące zwroty: „spokój, „jedność”, „świadomość”, „wolny od myśli”, „tu i teraz”.

Wiele technik, jeden cel

Rodzaj stosowanej techniki medytacji wiąże się z określoną tradycją i szkołą religijną. Nauczyciel duchowy uczy początkujących technik medytacji. W niektórych szkołach zaleca się oczyszczenie umysłu ze zwykłych myśli i wyobrażeń, całkowite zrelaksowanie ciała.

Pasywne i aktywne techniki medytacji

medytacja
medytacja

Zasadniczo istnieją dwie główne techniki medytacji: pasywna i aktywna. W pasywnej praktykowana jest pozycja leżąca, w całkowitym milczeniu lub z dźwiękami muzyki w tle. Aktywna natomiast charakteryzuje się świadomym działaniem, śpiewem, powtarzaniem sylab, wyrazów. W obu technikach istotny jest równomierny oddech.
Techniki medytacji są bardzo zróżnicowane, należy zatem dopasować technikę indywidualnie dla siebie, w celu osiągnięcia wyznaczonego celu. Można skorzystać z kursów medytacji takich jak: „medytacja z czakrami”, „medytacja transcendentalna”, „joga medytacja”.